Płocki Klub Mangi i Anime "ShiroIguru"

Spotkania klubu odbywają się w spółdzielni na ulicy Gierzyńskiego 17

#1 2013-01-21 10:20:51

gohag

Początkujący klubowicz

853328
Zarejestrowany: 2012-03-14
Posty: 132
Punktów :   
Ulubione Anime: Hellsing
Ulubiona Manga: NANA, Balsamista
Ulubiony Bohater: Mamiya, ALUŚ! :p

Gildie rządzą :)

Jak Rasti może to i ja się pochwalę TFUrczością swojej gildyjnej Druidki.

Jak dla mnie kobita ma wyobraźnie...miłej lektury.

PRZEPOWIEDNIA

Otworzyłam leniwie oczy i zaspanym spojrzeniem omiotłam lodowe ściany mojej jaskini. Z góry, poprzez półprzezroczyste sklepienie, sączyła się blada poświata, wywołując migotliwe skrzenie na nierównościach lodowca otaczającego moje jezioro. Z jego dna również biło światło, łagodne i nie rażące moich oczu, a jednak dające na tyle oświetlenia, bym mogła wszystko widzieć w miarę wyraźnie. Lubiłam ten kojący, chłodny półmrok. Przeciągnęłam się, wzbudzając lekkie falowanie wody i stanęłam na jej powierzchni.
- Wodo, odziej mnie - wymruczałam, rozkładając szeroko ramiona. Z jeziora wystrzeliły pasma wody, wirując i oplatając się wokół mojego ciała zastygały w postaci krótkiej sukienki o jednym, prawym ramiączku i lewym rąbku dłuższym, sięgającym do połowy łydki. Wokół mojej lewej ręki woda okręciła się na kształt szerokiej wstęgi sięgającej od ramienia po nadgarstek, po czym rozprysła się w niezliczone srebrzyste kropelki, cicho opadające z powrotem do jeziora. Spojrzałam z zadowoleniem na mój strój, gładząc z lubością lśniący, śliski materiał w kolorze lodu, po czym podeszłam na środek jeziora.
Byłam Wiedźmą Wody, jedną z wielu w Klanie Żywiołów i Materii. Oprócz Wiedźm byli również Magowie. W swoich siedzibach byliśmy niepodzielnymi panami przypisanych nam mocy, używając ich wedle kaprysu i nastroju. Poza siedzibami jednakże podlegaliśmy wszyscy prawom i nakazom dyktowanym przez Radę Klanu, wykorzystując nasze umiejętności zgodnie z jej zaleceniami. Rada dbała o ład i harmonijny rozwój naszego Świata oraz zajmowała się dyplomacją w kontaktach z innymi Klanami. Dzięki jej staraniom od dawna żyliśmy w pokoju z Klanem Fantazmów, zrzeszającym rozumne istoty żywe obdarzone ich własną, specyficzną magią, oraz z Klanem Nieumarłych - wielką rodziną nieszczęśników zawieszonych gdzieś między naszym Światem a światem istot śmiertelnych. Rada doprowadziła również do zawieszenia broni z Klanem Tytanów, jednak konflikt wynikły z wojowniczości i chęci dominacji tych potężnych wojowników nie był jeszcze do końca zażegnany; pertraktacje wciąż trwały.
Stanęłam na środku jeziora i przymknęłam powieki. W myślach przywołałam obraz: splątane gałęzie i łodygi o szerokich, podłużnych liściach, pokryte dużymi kwiatami o rozchylających się płatkach i spiralnie skręconymi pędami. Powoli uniosłam lewą dłoń, nakazując wodzie uformować się na kształt mojej wizji. Gdy otworzyłam oczy, przede mną wznosił się przejrzysty, roślinny gąszcz, lekko falując w powietrzu i ociekając wodą - dokładnie taki, jakim go widziałam w myślach. Uniosłam prawą dłoń i wodna rzeźba stała się lodem, gdzieniegdzie kryształowo przezroczystym, gdzie indziej matowym i szarawym bądź lśniącym wszystkimi odcieniami bieli. Obejrzałam swe dzieło, gestem obydwu dłoni odepchnęłam je w kierunku brzegu jeziora i wkomponowałam w ścianę. Potem znowu zamknęłam oczy... Przez dłuższy czas bawiłam się, powołując z wody do istnienia kolejne obrazy - wycinki moich wspomnień: rozpędzony tabun jednorożców, wirujący w locie rój motyli, polujące gryfy, walczące harpie o dzikich twarzach, roztańczone zwiewne nimfy... Część z moich dzieł pozostawiłam jako ozdobę mojej siedziby, innym kazałam stać się na powrót wodą jeziora. Tak pochłonęło mnie to zajęcie, że początkowo nie zwróciłam uwagi na dźwięki dobiegające moich uszu: echo niosło przybliżający się odgłos kroków - i to nie pojedynczej osoby. Przerwałam pracę w połowie i odwróciłam się w kierunku załomu lodowca, za którym ukryty był długi korytarz wiodący do wyjścia z mojej groty. Mając za plecami wodne, pełgające płomienie, stałam nieruchomo w oczekiwaniu na gości. Dudnienie kroków narastało, aż wreszcie na przeciwległym brzegu zaczęły się pojawiać kolejne postaci. Rozpoznałam od razu Maga Ognia, w czerwonej, długiej szacie przewiązanej złotym sznurem. Jego postać emanowała ciepłą i miłą dla oka poświatą, lecz twarz była surowa i groźna, częściowo ukryta pod bujnym zarostem w kolorze rdzy. Tuż za nim podążał, unosząc się nad ziemią, Mag Powietrza, a otaczające go powietrzne wiry rozmywały zarys jego sylwetki tak, że nie sposób było dostrzec szczegółów ubioru; panowało przekonanie, że wogóle nie używał odzieży. Była również Wiedźma Pogody: po otaczających ją burzowych chmurach poznałam, że miała nienajlepszy humor. Jedna z błyskawic, którymi - zapewne niezależnie od jej woli - ciskała wokoło, trafiła Wiedźmę Ziemi idącą obok, a ta zmieniła kolor skóry z brunatnej i połyskującej na brudnobeżową, poprzecinaną szarymi rysami, jak na dnie dawno wyschniętej rzeki. Zza załomu wychodziły kolejne osoby, lecz ja już nie zwracałam na nie uwagi, utkwiwszy spojrzenie w Magu Ognia, który stanął tuż przy krawędzi wody, jakby obawiając się kontaktu z tym żywiołem, i w geście powitania skłonił głowę, dotykając czoła palcami obydwu dłoni.
- Witaj, Siostro Wody - podniósł głowę i spojrzał na mnie ponurym wzrokiem.
- Witaj, Bracie Ognia - odwzajemniłam gest powitalny i wolno ruszyłam w kierunku brzegu - Witajcie, Siostry i Bracia Żywiołów. Czemu zawdzięczam tę jakże liczną i nieoczekiwaną wizytę?
- Przybywamy tu z nakazu Rady Klanu. - jego głos zabrzmiał dobitnie i dumnie, a ja poczułam niewytłumaczalny niepokój.
- Rada was przysyła? Czyżby odbyły się obrady, o których nie wiem?
- Sytuacja była wyjątkowa i nie cierpiąca zwłoki, stąd też nie tylko ty, Siostro, nie zostałaś poinformowana.
- Rozumiem... tak czy inaczej, z uwagą wysłucham postanowień Rady i z chęcią wypełnię przydzielone mi zadania.
- Dobrze, że tak mówisz. Powiem krótko: Rada ustanowiła pakt pokojowy z Klanem Tytanów. Do jego wprowadzenia w życie niezbędne jest, abyś poślubiła ich przywódcę.
- Co?! - prawie wrzasnęłam, nie potrafiąc pohamować emocji, lecz szybko się opanowałam, zamknęłam na krótko oczy i odetchnęłam głeboko. - Zechciej mi to wyjaśnić, Bracie. Skąd taka decyzja? - powiedziałam spokojnym już głosem, chociaż wewnątrz kipiałam furią.
- Klan Tytanów, jak ci wiadomo, rezyduje głównie na dotkniętych suszą Pustkowiach i otaczającym je jałowym masywie górskim. Potrzebują wody, żeby ich kraina mogła odżyć. Był to główny punkt poselstwa, jakie do nas niedawno przybyło. Rada uznała, że przeniesienie twojej siedziby na ziemie Tytanów zapewni im stały dostęp do wody, a twoje małżeństwo z ich przywódcą wzmocni pokój.
- Rozumiem motywy Rady, mam jednak pewne obiekcje... Dlaczego nie zapytano mnie o zdanie, lecz stawia się mnie przed faktem dokonanym?
- Rada uznała, że tak będzie najlepiej.
- Zależy, dla kogo... - rozległ się głos Wiedźmy Pogody. Stała nieco z dala od reszty, z rękami skrzyżowanymi na piersiach, z niesmakiem kręcąc głową i miotając błyskawice.
- Czyżbyś wątpiła w słuszność decyzji Rady, Siostro? - Mag Ognia odwrócił głowę w jej kierunku, a jego wewnętrzy płomień rozbłysnął potężnie na krótką chwilę, zalewając pomarańczowym światłem sylwetki zebranych. Większość z nich skrzywiła się mrużąc oczy pod wpływem tego niespodziewanego blasku.
- Wątpię czy nie wątpię, nie ma to już znaczenia - odpowiedziała wzruszając ramionami i spojrzała na mnie - Wiedz, Siostro, że byłam przeciwna...
- Ja również - odezwał się głębokim, niskim głosem Mag Kamienia. Stał całkiem z tyłu, ukryty wśród cieni, lecz jego głosu nie sposób było pomylić - Rada nadużyła kompetencji...
- Nie przyszliśmy tutaj rozmawiać o naszych osobistych zapatrywaniach na sposób działania Rady - przerwał gniewnie Ognisty - Decyzja zapadła. Siostro Wody, racz udać się z nami.
Myśli jak oszalałe kłębiły się w mojej głowie. Wiedziałam, że od nakazów Rady nie ma odwołania, lecz nie uśmiechała mi się perspektywa bycia towarzyszką życia jakiegoś nieokrzesanego wojownika i przeprowadzka na wypaloną pustynię. Rozpaczliwie szukałam jakiegoś sposobu na uniknięcie, albo przynajmniej odroczenie nieuchronnego losu, gdy mój wzrok padł na zgarbioną, niepozorną postać, która siedziała skulona na grzbiecie jednego z moich lodowych gryfów. Splątane, długie włosy opadały w nieładzie na jej pooraną zmarszczkami twarz.
- Spytajmy Kart - powiedziałam stanowczym tonem.
- Jesteś pewna, że chcesz to wiedzieć? - zapytał cichym, jakby szeleszczącym głosem Mag Powietrza - Wiesz, jakie mogą być konsekwencje?
- Wiem, że znajomość Przeznaczenia mało kogo uszczęśliwia. I wiem, że nawet Rada musi usłuchać głosu Kart. Chcę poznać mój wyrok - mówiąc to, zeszłam z tafli jeziora, kierując się w stronę Wiedźmy Kart. Zdawałam sobie sprawę, że ryzykuję, ale istniała też szansa, że czeka mnie inne Przeznaczenie. Niewielu spośród nas decydowało się poznać czekającą go przyszłość, aby nie zatruwać sobie egzystencji w oczekiwaniu na nieuniknione. Wszyscy wpatrywali się w napięciu w Wiedźmę Kart, która mimo swojej starczej postury zadziwiająco zręcznie zeskoczyła z grzbietu gryfa i stanęła na wprost mnie. Przyciskała Karty do klatki piersiowej tak, że widać było tylko mały skrawek wierzchu pierwszej z nich - czarny, podniszczony, z fragmentem złotego symbolu oznaczającego Przeznaczenie wyzierającego spomiędzy jej kościstych, bladych palców.
- Na pewno, Siostro? - spytała smutnym, znużonym głosem, jak ktoś, kto przekazał zbyt wiele niedobrych wieści i nie ma ochoty dostarczać kolejnych.
- Na pewno. Chcę spytać Kart o moje Przeznaczenie.
Wszyscy podeszli bliżej i otoczyli nas obie kręgiem, zachowując jednak odpowiedni dystans. Wiedźma Kart wyciągnęła w moim kierunku lewą rękę, w której trzymała zakrytą talię. Uniosła prawą dłoń na wysokość swojego czoła, a wtedy Karty zaczęły błyskawicznie wyskakiwać jedna po drugiej z jej ręki, śmigały we wszystkich kierunkach jak papierowe jaskółki, by po krótkiej chwili wrócić spokojnie na swoje miejsce i spocząć w bezruchu formując w powietrzu, nad wyciągniętą ręką Wiedźmy, karciany wachlarz, rozbłyskujący pulsującym światłem symboli Przeznaczenia.
- Wybierz kolejno trzy.
Powoli i głęboko wciągnęłam powietrze po czym sięgnęłam po Kartę. Ujęłam ją czubkami palców i dłuższą chwilę trzymałam, nie mając odwagi spojrzeć. Wreszcie zebrałam się w sobie i odwróciłam Kartę, by ujrzeć obrazek przedstawiający dwie postaci zwrócone do siebie twarzami, trzymające się za ręce. Wiedźma Kart naciągnęła szyję, omiotła spojrzeniem trzymaną przeze mnie Kartę i wypowiedziała jej nazwę: Związek.
- Ha! Karty sprzyjają Radzie i jej zamysłom! - ucieszył się Mag Ognia, ponownie oślepiając stojących w kręgu rozbłyskiem swego wewnętrznego płomienia. Patrzyłam na obrazek, zdruzgotana i rozczarowana. Wiedziałam wprawdzie wcześniej, że sprawy mogą się tak potoczyć, nie przypuszczałam jednak, że poczuję się aż tak zawiedziona niepomyślną dla mnie wróżbą. Sięgnęłam po drugą Kartę, tym razem jednak nie wahałam się i od razu popatrzyłam na rysunek, a następnie pokazałam go Wiedźmie Kart. Tym razem była to Podróż. Mag Ognia triumfował.
- Dokładnie tak, Siostro, czeka cię podróż do Krainy Tytanów, gdzie...
- Została ostatnia Karta - przerwała mu Wiedźma Kart. Wyczułam w jej głosie rozdrażnienie i jakby niepokój - Wybierz dobrze, Siostro.
Zrezygnowana i pewna, że już nic mnie nie zaskoczy, wybrałam ostatnią, trzecią Kartę i odwróciłam ją bez emocji, pogodzona z nieuchronnym. Jedno spojrzenie na obrazek wystarczyło, by zalała mnie fala dławiącej paniki. Ze skrawka trzymanego przeze mnie papieru spoglądała na mnie pustymi oczodołami...
- Śmierć... - wyszeptałam. Stałam w niezmąconej ciszy, nie mogąc oderwać wzroku od kościstej, zakapturzonej postaci, której wizerunek dzierżyłam w ręku. Przez dłuższą chwilę nikt nie odważył się zmącić potwornej ciszy, aż wreszcie Wiedźma Kart podeszła do mnie, wyjęła mi fatalną Kartę z dłoni i schowała do talii.
- Oto twoje Przeznaczenie, Siostro. Poznałaś nieuniknione - jej głos był pełen smutku i współczucia. Pogładziła mnie delikatnie po ramieniu: ten prosty gest uspokoił mnie i sprawił, że poczułam się na tyle silna, by zaakceptować swój los. - Karty przemówiły. Decyzja Rady doprowadzi do śmierci Siostry Wody.
- Nie możemy na to pozwolić! - krzyknęła Wiedźma Pogody. - Trzeba niezwłocznie przekonać Radę do zmiany decyzji.
- Zgadzam się z Siostrą Pogody - odezwał się Mag Kamienia.
- Bracia i Siostry Żywiołów, zastanówcie się, pomyślcie, jak długo trwało osiągnięcie zawieszenia broni z Klanen Tytanów - zagrzmiał Mag Ognia - Rada włożyła wiele trudu w wypracowanie obecnego kompromisu. Powinniśmy wszyscy mieć na uwadze dobro całego Świata...
- Radzie nie wolno poświęcać nikogo z Klanu, nawet w imię tak szczytnego celu - wtrąciła Wiedźma Ziemi.
- Dokładnie! Radzie nie wolno lekceważyć głosu Kart! - gorączkowała się Wiedźma Pogody.
Słuchałam ich dyskusji tak, jakby mnie ona nie dotyczyła. Kolejne osoby wtrącały swoje zdanie, popierając nakaz Rady, zdecydowanie się mu sprzeciwiając bądź usiłując znaleźć wyjście pośrednie. Ich głosy, nabrzmiałe emocjami, zlewały się w chaotyczny wielogłos, rozdzierany trzaskiem wyładowań elektrycznych, szumem wiatru, hukiem toczących się głazów, rykiem pożaru - Żywioły kłóciły się, nie zwracając już na mnie uwagi. Poczułam, jak odpływają ze mnie wszelkie emocje i energia, pozostawiając wewnątrz mnie przytłaczającą pustkę, rozmywając otaczające mnie kontury i barwy. Powlokłam się pod ścianę jaskini i oparłam obie ręce o lodowiec, żeby nie osunąć się na ziemię. Przez moment czułam wnętrzami dłoni przyjemne, przenikające zimno, gdy nagle odepchnęło mnie od ściany potężne uderzenie nieznanej mi siły. Wpadłam w kojącą toń jeziora i poprzez jego przezroczyste wody zobaczyłam, jak w miejscu, gdzie przed chwilą jeszcze spoczywały moje dłonie, pojawiła się świetlista, rozbłyskująca rysa rozszerzająca się gwałtownie. Wynurzyłam się, a w tym samym momencie pulsująca srebrzystym światłem przestrzeń wyrzuciła z siebie ludzką postać. Wiedźmy i Magowie zamarli w bezruchu i ciszy, zdumieni tym nagłym pojawieniem się intruza, który z wolna podnosił się z ziemi, otrzepując ubranie. Był to młody mężczyzna o ciemnych, prostych włosach sięgających ramion, z lekkim zarostem na twarzy, ubrany w czarny, skórzany płaszcz do kolan, skórzane spodnie i wysokie buty. Wstał, spojrzał zdziwiony na przyglądające mu się Żywioły, a potem na mnie, stojącą na powierzchni wody.
- Co jest...? - wydusił z siebie.
- Śmiertelnik! - wykrzyknęła Wiedźma Pogody - Prawdziwy śmiertelnik!
Doznałam nagłego olśnienia. Jakimś przedziwnym sposobem doszło do otwarcia portalu między naszym Światem a światem śmiertelników, a ten mężczyzna przypadkiem musiał się znaleźć na tyle blisko, by przeniknąć do naszej rzeczywistości. Przejście było wciąż aktywne, Magowie i Wiedźmy zszokowani... To była moja szansa. Podbiegłam do śmiertelnika, ujęłam go mocno za rękę i pociągnęłam w stronę świetlistej bramy.
- Chodź, szybko! - usłuchał, może zbyt oszołomiony, by protestować i stawiać opór. Oboje wbiegliśmy w chłód i blask portalu. Poczułam gwałtowne szarpnięcie, jakby coś mocno ciągnęło mnie do przodu. Zacisnęłam palce na jego dłoni i pozwoliłam się porwać strumieniowi światła, które stawało się coraz jaśniejsze, aż nie mogłam znieść jego blasku i zamknęłam oczy.
Poczułam nagły, przeszywający ból, gdy moje ciało zderzyło się z twardym podłożem. Otworzyłam oczy i powoli wstałam z ziemi, z zaskoczeniem patrząc na moje poobdzierane, krwawiące ręce. Zauważyłam kątem oka, że brama zaczęła się kurczyć, aż wreszcie znikła. Rozejrzałam się dookoła. Byliśmy na środku czegoś, co wydało mi się drogą, lecz było o wiele szersze i gładsze niż drogi, które widywałam w naszym Świecie. Przez środek ciemnoszarej powierzchni wymalowane były w równych odstępach białe linie. Po mojej lewej stronie biegł równolegle do drogi niski, metalowy płotek, za którym zobaczyłam drugie, identyczne szare pasmo. Dalej rozciągały się aż po horyzont rozległe równiny, gdzieniegdzie usiane kępami drzew. Wszystko spowite było lekkim półmrokiem - słońce dopiero miało wzejść.
- Lepiej zejdźmy z jezdni, nim nas coś rozjedzie - powiedział mój towarzysz, kierując się w stronę pola. Jakby na potwierdzenie jego słów na drodze za płotkiem przemknął niebieski pojazd, rycząc tak straszliwie, że musiałam zatkać uszy. Oglądając się przez ramię za znikającym w dali źródłem hałasu, podbiegłam do mężczyzny. Przyglądał mi się bacznie z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
- Możesz mi to wyjaśnić? Co to miało być?
- Chciałabym, ale nie potrafię. Sama do końca tego nie rozumiem. Ale czy to ważne? - podeszłam do niego blisko i w przypływie nagłego impulsu zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam, mocno i namiętnie. W pierwszym odruchu chciał jakby cofnąć głowę, ale po chwili objął mnie również i odwzajemnił pocałunek. Potem popatrzył na mnie lekko kręcąc głową, ze zdumieniem w oczach i ciepłym uśmiechem na ustach.
- Kim ty właściwie jesteś?
- Jestem Wiedźmą Wody. A ty jesteś śmiertelnikiem.
- Aha... Dobra... A to tam w tej grocie to co to było?
- To była moja siedziba. Trafiłeś akurat na wizytę moich Braci i Sióstr Żywiołów.
- Stałaś na wodzie...
- Oczywiście, że stałam... Jestem Wiedźmą Wody, to przecież normalne.
- Ok, rozumiem... Nic nie rozumiem... Wyjaśnisz mi po drodze, dobrze?
- Po drodze?
- No, chyba nie chcesz tkwić na tym pustkowiu? Pójdziemy kawałek, może da radę złapać jakiegoś stopa.
- Stopa?
- Nieważne, po prostu chodź ze mną - wziął mnie za rękę i poprowadził wzdłuż drogi - W co ja się wpakowałem tym razem? - mruknął do siebie, ale widziałam po wyrazie jego twarzy, że wcale nie był niezadowolony. Szliśmy razem dłuższy czas. Opowiadałam mu o moim Świecie, o Klanach, o byciu Wiedźmą. Słuchał z uwagą, czasem jakby z niedowierzaniem kręcił głową. Półmrok powoli się rozpierzchał, zwiastując rychły wschód słońca. Uszliśmy już spory kawałek, nie spotkawszy nikogo, gdy poczułam na twarzy krople deszczu. Przystanęłam zwracając twarz w kierunku nieba i wyciągając w górę ręce.
- Deszcz! - ucieszyłam się, czując jak każda kropla napełnia mnie nową energią.
- Jeszcze tego brakowało...
- Chcę tańczyć - odbiegłam kawałek, rozkoszując się pieszczotą wody na mojej skórze. Przesunęłam wolno dłońmi od moich barków aż po uda, ujęłam brzeg sukienki i zrzuciłam ją z siebie, aby móc poczuć deszcz całym ciałem i zaczęłam tańczyć w rytm muzyki spadających kropli. Dałam się nieść radości, jaka z każdą chwilą we mnie wzbierała, w miarę jak ulewa przybierała na sile. Nie istniało dla mnie nic, tylko ten taniec, ta jedność z wodą i moja ekstaza.
- Nie powinnaś tego robić - dobiegł mnie głos mojego towarzysza.
- Dlaczego? Jestem Wiedźmą Wody, a Wiedźmy tak robią - przerwałam taniec i odgarnęłam z twarzy mokre pasma włosów.
- Jeszcze ktoś cię zobaczy.
- Ty mnie widzisz...
- No właśnie - podszedł do mnie, blisko, tak blisko, że już bliżej się nie da...

- Jesteś niesamowita, wiesz? - powiedział, zarzucając mi swój płaszcz na ramiona.
- Wiem - odparłam z prostotą, jakby była to najbardziej oczywista rzecz.
- Nawet nie wiem, jak masz na imię.
- Nie mam imienia. Jestem Żywiołem, Materią, Siostrą i Wiedźmą Wody. Możesz mnie nazywać jak chcesz - przylgnęłam do jego mokrej koszuli, opierając policzek na jego ramieniu. Dotyk jego ciała dostarczał mi prawie tyle przyjemności, co padający wciąż deszcz.
- Hm. Pomyślę, może coś ładnego przyjdzie mi do głowy - objął mnie mocno i ucałował w czoło - Ja mam na imię [xxxxx]. Powinniśmy ruszać, zaniedługo bedzie ranek, może wreszcie zacznie się jakiś ruch i ktoś nas stąd zabierze. Gdzie my wogóle jesteśmy?
- W twoim świecie.
- Żebym jeszcze wiedział, gdzie dokładnie. Szkoda czasu, idziemy.
Ruszyliśmy przed siebie. Deszcz powoli ustawał, a niebo robiło się coraz jaśniejsze. Droga, wzdłuż której szliśmy skręcała szerokim łukiem w prawo i znikała za wysokim wzgórzem. Gdy wyszliśmy zza zakrętu, po naszej lewej stronie, za drugim pasmem drogi, ukazała się piaszczysta plaża zbiegająca lekko w dół ku otwartym wodom. Patrzyłam jak urzeczona na bezmierny ogrom morza sięgający aż po horyzont i zlewający się gdzieś w oddali z porannym niebem. Wschodzące słońce rzucało pierwsze świetlne refleksy na pomarszczoną powierzchnię, posrebrzając głęboki granat wody. Spokojne, delikatne fale równomiernie przybijały do brzegu, jedna za drugą. Słyszałam, jak mnie wzywają. Nie mogłam oprzeć się ich wołaniu. Wyrwałam dłoń z uścisku mojego towarzysza, pobiegłam w stronę płotka i przeskoczyłam go zręcznie, ze wzrokiem utkwionym w hipnotyzującej mnie toni.
- Stój! - usłyszałam jego rozpaczliwy krzyk, mieszający się z ogłuszającym rykiem i raniącym uszy trąbieniem. Zdążyłam tylko zerknąć przez prawe ramię, i ostatnim spojrzeniem uchwycić ogromny, pędzący wprost na mnie kształt...

Offline

 
Darmowe liczniki

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
artpn.com.pl aranze busy Passau wzory CV